Selected Poetry in Translation - Work in Progress 

Translated by Andrzej Słomianowski


podróż w miejscu

 

któregoś dnia, z nieistniejącego adresu pobytu

napisze ostatnią notatkę w dzienniku

 

od dawna żyję już tylko wewnątrz pisma

nie wiem czy ten zbiór słów jest jeszcze

poezją, to jest smukłym statkiem pod żaglami

czy już tylko nabrzeżem, gdzie na martwej fali

cumują wraki metafor, może opuszczam je

by odkryć inną poezję, terra incognita, ten

brakujący, nieznany siódmy kontynent, czas

i nigdy nie wrócę w korzennym triumfie

nie tyle z powodu bezradności, ile wskutek

rdzewienia igły kompasu, przesunięcia się

ziemskiej osi języka, magnetycznego bieguna

rozsądku, utraty załogi i kierunku myśli

 

a może wcale się nie ruszę z mojego fotela

przykrywszy kolana złotym runem milczenia

 

zapamiętajcie mnie z lepszych czasów, gdy

podstępem zdobywałem wasze gwarne usta

bramy uszu, rozbrajałem serca przesłaniem;

za nic nie traćcie wolności

 

choć to tylko software, łatwy do skasowania

travel in place

 

one day, at a nonexistent sojourn address

he will write the last note in the journal

 

for a long time I have been living inside language

I have no idea whether that set of words is still

poetry, that is a slender ship under full sail

or merely a coast, where on a dead wave the wrecks

of metaphors anchor; it could be I am going away

from them to discover different poetry, terra incognita,

the missing unknown seventh continent, time

and I will never return in a flavoursome triumph

not because of helplessness, but rather due to the rusting

of the compass’ needle, or the shifting of the earth axis

of language, the magnetic pole of reason, or the loss

of both the crew and the direction of thoughts

 

or perhaps I will not budge from my armchair at all

having covered my legs with the golden fleece of silence

 

so, remember me from better times, when by dint

of a ruse I was conquering your noisy mouth and the gates

of your ears, disarming your hearts with the message;

never lose your freedom

 

even though it is only software, easy to uninstall

 

 



foto. Bogdan Jaremin


gratitude

 

 

he is grateful

 

to music for taking a pause for the quotidian between the notes and for its

nonstop weaving and unweaving the fabric of acceptance of the world

 

to brothers word junkies for not letting him be the only one condemned to hunger

 

to the space of the poem for being bigger than the space covered by two hands

and for making manifest the evolutionary link between certitude and doubt

 

to God that He hasn’t said all that is craved by the fatuous greed

to the simplicity of faith for not being flat like a cardiogram

to the road in darkness for trusting him to make the right choice

 

to his cat for patiently teaching him gratis the grammar of miaowing

to the tree for daily rapping upon the windowpane to check if he is alive

 

to gratitude that it hasn’t died young

to life for its more being than not being there

 

and grateful that farther on it will only be very steep

 

but you cannot go back

 

 

 

 

wdzięczność

 

 jest wdzięczny

 

muzyce, że między nutami jest pauzą codzienności

że nieustannie przędzie i pruje tkaninę zgody na świat

 

braciom w nałogu słowa, że nie sam jest skazany na głód

 

przestrzeni wiersza, że większa od tej, zajętej przez dłonie

że odkrywa nieopisane ogniwo ewolucji od pewności do wątpienia

 

Bogu, że nie oznajmił wszystkiego, czego pragnęła głupia zachłanność

prostocie wiary, że nie jest płaska jak zapis kardiogramu

drodze w ciemności, że pokłada w nim ufność dobrego wyboru

 

swojemu kotu, że uczy go cierpliwie, za darmo gramatyki miauczenia

drzewu, że puka codziennie w okno, sprawdzając, czy żyje

 

wdzięczności, że nie umarła młodo

życiu, ze bardziej jest, niż go nie ma

 

że dalej już tylko bardzo stromo

ale nie ma się jak cofnąć

 

 

 

Taka piękna ulewa. Joanna Śmielowska. Olej na płótnie. 2019



A Talk with a Former Child

 

I was a late bloomer.

When did I first feel a grown-up? Well, I don’t know…

 

Though I do recall that old mossy barge

pockmarked and full of ridges

like the face of Ivan, a fisher on the Bug.

The oars heavy like oak boughs

and difficult to move, and the ambient space foggy

and tight as sleep. The grey current didn’t disclose

the nature of the depth and the morning didn’t know

I was five years old and came surreptitiously.

The water called me by name, while the riverbank

unyieldingly was thrusting me back.

The big fish was somewhere there. The sky cast

the net of whirlpools, splashing and clouds’ flapping.

 

It was the first time the river took

possession of me and gave me the total courage.

And I glimpsed a glint of life‘s golden scales.

 

 

 

Rozmowa z byłym dzieckiem

 

Byłem późnym dzieckiem.

Kiedy poczułem się dorosły? No, nie wiem…

 

Choć pamiętam tę łódź, starą omszałą krypę

w zmarszczkach i ospowatych plamach

jak twarz Iwana, rybaka z Bugu.

Wiosła ciężkie jak konary dębu

ledwie do poruszenia. A przestrzeń mglista.

I zaciśnięta jak sen. Szary nurt nie ujawniał

natury głębi, poranek nie wiedział, że mam

pięć lat i wymknąłem się ukradkiem.

Woda wołała mnie po imieniu, a brzeg

odpychał nieustępliwie, nieśpiesznie.

Wielka ryba gdzieś była. Niebo zarzucało

sieć wirów, plusku i łopotu chmur.

 

Wtedy po raz pierwszy rzeka wzięła mnie

w posiadanie i przekazała całą odwagę.

A życie błysnęło złotą łuską.

 

 

 



    Smell

 

    The old and sluggish hippocampus of memory—sniffing

    the evanescent trace of events and things. Of fullness

    and emptiness. Of the world dissolving and living on.

    Before him a cup, the saucer’s cracked glaze

    with its smudged date and faded signature. He’s trying

    to integrate threads, emotions and functions. To glue together

    the unused, the relegated to the shelf, and to fill what’s dead

    with the warmth of the morning coffee. Malt coffee, in one

    of the childhood’s days. In vain. You can’t conceal

    the visible glued crack. Something had leaked out.

    In the end we are no more than the evanescence

    of history. Repeating itself, history doesn’t repeat taste.

 

    The smell of porcelain doesn’t exist, does it?

 

 

 

    Zapach

 

Ociężały, stary hipokamp pamięci. Węszy

ulotny trop zdarzeń i rzeczy. Pełni i pustki.

Rozpadu i trwania świata. Przed nim filiżanka,

pęknięte szkliwo spodka z wyblakłą sygnaturą

zatartą datą. Próbuje scalić wątki, emocje

i funkcje. Skleić nieużywane, odłożone na półkę,

sprawić, by obumarłe wypełniło się znów

ciepłem porannej kawy. Zbożowej, w jednym

z dni dzieciństwa. Bezskutecznie. Nie da się

ukryć widoczna spoina kleju. Coś wyciekło.

W końcu jesteśmy tylko ulotnością historii,

która powtarzając się, nie powtarza smaku.

 

     Zapach porcelany nie istnieje?

 

 

 

 




Boy Absorbed in Books

 

Details, at first the details only, chaos and the indistinct

background, the fuzzy construction of the whole.

Many discrepancies. Celsius and Fahrenheit

freeze and burn in the heat of the same numbers.

Hannibal crosses mountain passes and books‘

spines, and Hamlet pushes forward over doubts and

battlements. Above the Neckar’s current, against

gravity, Hölderlin’s and Rilke’s souls float upwards

into ether. Blinded by beauty, mile after mile and without

stumbling, Homer and Sappho follow the beautiful.

On the pages red seas open up, the deserts stretch their old

bones, the waterfalls of self-fascination peal out and

the dead pile up time as if heaping potatoes. The wind‘s

golden hoofs canter over the Scythian plains. The ant-like

columns of Greeks, honey-poisoned, sink in the sands

of anabasis.

 

Absorbed in books, the boy holds in his hand

their uncertain fate, life is adding new letters, metres

of words, the dark matter of signs, names‘ dust.

At dawn the landscapes hide in the fog and

the figures in the schoolbag behind the palisade

of pencils, compressed like a spring before it jumps.

An ordinary day opens with the gift of blankness.

 

What will become of you, unconscious in the morning,

a wanderer in the disliked school corridors?

 

How will you learn that you are defying the world?

Chłopiec zatopiony w książkach

 

Szczegóły, najpierw tylko szczegóły, chaos

i niewyraźne tło, niejasna konstrukcja całości.

Wiele sprzeczności. Celsjusz i Fahrenheit

marzną i spalają się w żarze tych samych liczb.

Hannibal przekracza górskie przełęcze i grzbiety

książek, a Hamlet blanki wątpliwości. Dusze

Holderlina i Rilkego nad nurtem Neckaru

na przekór grawitacji wzlatują w eter. Homer

i Safona oślepieni pięknem, mila za milą,

nie potykając się ani zbaczając, idą za nim.

Na kartkach rozwierają się czerwone morza

przeciągają się stare kości pustyń, dźwięczą

wodospady samozachwytu, umarli kopcują czas

jak ziemniaki. Po scytyjskich równinach cwałują

złote kopyta wiatru. Mrówcze kolumny Greków

zatrute miodem grzęzną w piaskach anabasis.

 

 

Zatopiony w książkach chłopiec trzyma w ręku

ich niepewny los, życie dosypuje nowe litery

metry słów, ciemną materię znaków, pył imion.

O świcie krajobrazy chowają się w mgle

postaci w tornistrze za palisadą ołówków

ściśnięte, jak sprężyna przed skokiem.

Otwiera się zwykły dzień z darem pustki.

 

 

Co z ciebie wyrośnie, nieprzytomny rankiem

wędrowcze przez nielubiane szkolne korytarze?

Jak poznasz, że wypowiadasz uległość światu?

 

 



Home – an Exercise for Pianoforte

 

 

The word’s house, ostensibly open.

 

You’re mute, Mother said, when

soldiers or partisans came, or strangers.

It’s safer like that.

The speech of domestic utensils

will defend itself.

 

He remembered the finger on the icons’ lips,

cupboards filled with veiled tenderness,

the creaking of drawers in the memories’ penumbra,

the hesitant gurgling of the cast-iron kettle

with the cornmeal in it –

and the giggly whispers of the down pillows

and the grand piano’s wing ready to flee

before the unlicensed hand.

 

The loudest was the air

escaping from the box iron,

desperately appealing to the heat

not to go.

 

He‘ll remain distrustful

of language forever – an exile from it

 

more often than an inhabitant.

 

Dom, ćwiczenie na piano forte

 

Ten dom słowa, pozornie otwarty.

 

Bądź niemy, mówiła mama

gdy przychodzili żołnierze, partyzanci, obcy

- tak jest bezpieczniej

mowa sprzętów domowych

obroni się sama.

 

Zapamiętał palec na ustach ikon

szafy wypełnione skrytą czułością

skrzypienie szuflad w półmroku wspomnień

niepewne bulgotanie żeliwnego kociołka

z kukurydzianą kaszą

chichotliwe szepty poduszek z pierza

skrzydło fortepianu gotowe uciec

przed nieuprawnioną dłonią.

 

Najgłośniejsze było powietrze

uchodzące z duszy żelazka

rozpaczliwie nawołujące ciepło

do pozostania.

 

Na zawsze będzie już nieufny

wobec języka

 

 

 częściej banita, niż mieszkaniec